czwartek, 13 sierpnia 2015

NOWY BLOG

W końcu udało mi się założyć nowego bloga "The way".
Znajduje się on pod adresem: http://theway-poczatek.blogspot.com/
Zapraszam wszystkich gorąco do czytania odnowionej wersji tego opowiadania :)
Na razie mam tylko 3 rozdziały i już w tym momencie mam co prawda trudność z wymyśleniem dalszego ciągu, no ale się postaram, problem w tym że właściwie zostało mi niewiele czasu, bo nie wydaje mi się, żebym w czasie szkoły miała wiele czasu (3 gimnazjum, przygotowania do egzaminów gimnazjalnych, ech...)
więc postaram się napisać coś w jak najkrótszym czasie.
ALE ŻEBY NIE BYŁO JAK OSTATNIMI (2 razami) NIE BĘDĘ OBIECYWAĆ, ŻE PRÓCZ 3 ROZDZIAŁÓW DODAM WIĘCEJ :((

ZAPRASZAM WSZYSTKICH pod nowy adres, czytajcie, komentujcie, obserwujcie, a jeśli macie pytania (jakiekolwiek) możecie również pisać na majla dobreo20@gmail.com (zapraszam, nie gryzę ;) )

Pozdrowienia dla Was i czekam na wejścia :D

środa, 28 stycznia 2015

The way; nowy początek

Ostatni raz napisałam do Was pierwszego sierpnia. Kto by pomyślał, że minęło półtora roku od momentu, kiedy utworzyłam tego bloga i tym samym zaczęłam pisać "The way"? Jak ten czas szybko leci!
 Chciałam Was z przyjemnością poinformować, że wznawiam opowiadanie. :D I mam szczerą nadzieję, że Wy również się z tego cieszycie. ;) Poprawiam caaałe opowiadanie od początku, ale mozolnie mi to wychodzi. Kiedy w wakacje 2013 potrafiłam napisać cały jeden rozdział od północy do drugiej w nocy, tak teraz zajmuje mi to pół tygodnia, a i tak mam ledwo jedną stronę! Staram się skrupulatnie (lubię to słowo, musiałam je tu wcisnąć!) dopasowywać zdania, tak, aby były spójne i estetyczne, i żeby miało to w ogóle ręce i nogi. Ciągle poprawiam, skreślam, dopisuję, żeby było wystarczająco dobre, żeby oczy nie bolały od czytania i żebyście byli zadowoleni, bo wtedy i ja się cieszę! Mam nadzieję, że nie zrobię Wam tylko nadziei i nie dokończę chociażby tego pierwszego rozdziału, ale że napiszę porządną historię. ;) Mam nadzieję, że mi w tym pomożecie. Zawsze możecie komentować, pisać swoje sugestie do mnie na email (dobreo20@gmail.com), na pewno na nikogo nie nakrzyczę, ani nic złego nie powiem, najwyżej nie wykorzystam pomysłu, lub trochę go przerobię, tak żeby pasował, a nuż czyiś pomysł pojawi się w którymś rozdziale? ;)
 Tak więc podsumowując; wznawiam opowieść o Ellie Carter, jej dzielnym wierzchowcu Parysie, ukochanym ogierze Aladarze i chłopaku Philipie Parksie! Zapraszam wszystkich. :)

piątek, 1 sierpnia 2014

Koniec

Chciałabym Was baaaardzo przeprosić, zawieszam bloga, nie będę juz na niego nic dodawać. Dziękuję Wam kochani za te wszystkie cudowne opinie, jesteście najlepsi!<3 Za parę miesięcy wrócę do Was, żeby pochwalić się moja inną książką, którą nie wiem jeszcze czy zaniosę do wydawnictwa, czy po prostu wydrukuję i sprzedawać będę w Internecie, jak uważacie? Ksiazka tez jest o koniach (ale jest na faktach!).
No cóż, do zobaczenia! Ta  książkę też kiedys dokoncze i wydam ;)
Dzieki Wam uwierzyłam w swoje możliwości i teraz juz wiem, ze stać mnie na własną książkę, kochani <3

sobota, 5 lipca 2014

2,000!

Licznik odwiedzin przekroczył DWA TYSIĄCE.
Jejku, dziękuję!! Już to kiedyś pisałam, ale nie zaszkodzi jak to zrobię znowu, nie sądziłam, że dobijemy do paru setek, a tu proszę, kolejny tysiąc! <3 To teraz tylko czekać na następny, który, mam nadzieję, szybko się pojawi. :)
Szkoda tylko, że nie ma komentarzy :/
Bardzo się staram, żeby każdy rozdział był lepszy od poprzedniego, biorę przykład ze wspaniałych książek (przede wszystkim z serii Jutro) i staram się być oryginalna. Nie lubię oklepanych tekstów i myślę, że nie ma ich w mojej historii (albo jest ich mało). A pomysły na treść i różne przygody biorę po prostu z życia codziennego (np. wątek o mężczyźnie z nożem w domu Ellie wziął się z tego, że myłam naczynia) i ze swoich snów (dzięki jednemu cudownemu i realistycznemu snu mam pomysł na kolejną część, The Way 2: Szansa na lepsze jutro, ps tytuł wciąż dopracowywany ;))

No i cóż mogę jeszcze powiedzieć? Proszę Was bardzo kochani o komentarze! Gdy napiszę rozdział, a po kilku dniach wciąż nie dostaję powiadomienia o komentarzach jest mi trochę przykro. Mam poważne plany co do tej książki (chyba pewna część z Was się domyśla) i KAŻDA opinia jest dla mnie na wagę złota.

Mam pomysł, co Wy na to, żebyśmy zrobili wymianę? Ja udostępnię Waszego bloga na moim (na stronie głównej, w pasku zakładek pt. Co czytam) i Wy zrobicie to samo? :)
Plus, jeśli znacie jakąś fajną ocenialnię to podeślijcie mi linka, chętnie skorzystam!

No, po prostu dziękuję. Jesteście wspaniali! Niedługo pojawią się (mam nadzieję) nowe rozdziały i (mam nadzieję) że będą komentarze.

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 26 ♞

Wyszłam z domu ubrana w czarną koszulkę włożoną w dżinsy z wysokim stanem. Na nogach miałam najzwyklejsze trampki, a włosy rozpuściłam. Do skórzanej, czarnej torebki wrzuciłam telefon, klucze, portfel i kilka innych potrzebnych rzeczy. Była godzina szesnasta, Philip właśnie zaparkował samochód pod moim domem.
-Witaj! -Powiedziałam uszczęśliwiona do chłopaka, gdy wysiadł z wozu.
-Cześć piękna -pocałował mnie w usta.- Na serio ślicznie wyglądasz. Wreszcie jak człowiek! -Walnęłam go w ramię i zaczęliśmy się śmiać.
-Gdzie pojedziemy? Może na lody? Dawno nie jadłam -zaproponowałam.
-Jasne -powiedział i wsiedliśmy do samochodu. Ruszyliśmy w stronę miasta słuchając muzyki z radia.
-Dziękuję ci za prezent -powiedziałam.
-Jaki prezent? -Zdziwił się Philip.
-Jak to: jaki? No ten wisiorek. Urocze.
-Nie dawałem ci żadnego wisiorka.
-Na serio?
-Na serio. O co chodzi?
-O nic. -odpowiedziałam. Już więcej o tym nie rozmawialiśmy. Po dwudziestu minutach dotarliśmy do lodziarni. Philip kupił mi pyszne lody o smaku toffi, wanilii i śmietany z kolorową posypką, a sobie najzwyklejsze waniliowe i toffi.
-Jak dziecko -stwierdził, gdy po raz enty ubrudziłam się deserem. Dokończyliśmy lody. Obok nas ciągle przechodziły jakieś dzieci i kupowały mnóstwo lodów.
-Jak się miewa Niespodzianka? -Zagadnął mnie Philip.
-Kto? -Zamyśliłam się.- Ach, Niespodzianka. Dobrze.
-To dobrze.
-Ale wiesz co? Dzisiaj, gdy rano poszłam do stajni, zastałam dziwny widok. Ona stała przed boksem Parysa.
-Naprawdę?
-Tak. Na dodatek miała przerwany uwiąz, a na szyi ranę, której wcześniej tam nie było. A w nocy usłyszałam jakiś krzyk, i Sally chodziła po podwórku.
-Przyśniło ci się. A uwiąz mogła sobie sama zerwać.
-Nie. Ona chyba nie jest taka silna. To bardzo wytrzymały uwiąz. Wiesz... a może to Sampson próbował ją ukraść, przeciął uwiąz jednocześnie robiąc jej ranę na szyi, ale Sally weszła do stajni, ugryzła go w nogę, a on krzycząc z bólu uciekł, pozostawiając Niespodziankę samą?!
-Zwariowałaś -zaśmiał się Philip.
-Nie żartuj z tego.
-Nie żartuję. Po prostu uważam, że twoja teoria jest idiotyczna.
-A niby dlaczego? -Spytałam z drwiną w głosie.- Drzwi od stajni były otwarte. Ja zawsze zamykam, poza tym tata tam na pewno chodził, a on by nie zostawił otwartej stajni na noc.
-Na serio zwariowałaś. To pewnie od tych lodów, zamroziły ci mózg. -Zrobiłam naburmuszoną minę i przestałam się odzywać do Philipa. Po chwili on, widząc to, zaczął mnie przepraszać i usiadł koło mnie.
-Ellie, słonko -przytulił mnie do siebie. Nadal go ignorowałam, ale z coraz większym trudem. Philip był uroczy.- Odwołuję. Nie zamroziło ci mózgu, serio. Na przeprosiny kupię ci tyle lodów, ile tylko zdołasz wepchnąć do tej małej twarzyczki. -I pocałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się do niego.
-Chodźmy do kina -zaproponowałam.

Przez dwie godziny oglądaliśmy nudny film o snobistycznej dziewczynie z miasta, która wyjeżdża na farmę i tam poznaje przystojnego rolnika, z którym potem bierze ślub.
-Ten film był beznadziejny. -Powiedziałam, gdy już wyszliśmy z kina.- Ani żadnej strzelaniny, ani krwi, tylko gęsi bez głów!
-Tak, to było dziwne.
-No bo zawsze jest to samo... Dziewczyna z miasta, bogata zakupoholiczka, piękna, śliczna i w ogóle, z niewiadomych przyczyn wyjeżdża na wieś, ma wszystkiego dość, aż tu nagle poznaje ślicznego farmera, który pokazuje jej, jak cieszyć się życiem. Nie wiem, dlaczego poszliśmy właśnie na ten film.
-Sama go wybrałaś -zaśmiał się Philip.
-Naprawdę? Mogłeś mnie powstrzymać.
Philip odwiózł mnie do domu. Drzwi od garażu były otwarte, a rodziców nie było w domu. Poczułam się dziwnie.
-Wejdziesz? Wejdź. -Powiedziałam i wyciągnęłam go z samochodu. Nie chciałam tu zostać sama.
-Ellie, może...
-Ciii -położyłam mu palec na ustach.- Nic nie mów. Chcę buziaka.
Philip już zbliżał swoją twarz do mojej, gdy nagle usłyszeliśmy krzyk. Pobiegliśmy szybko w jego stronę - do stajni.
-Uspokój się ty durna chabeto! -Krzyknął Sampson. Trzymał Niespodziankę na sznurze, a ona rzucała się i próbowała dębować. Parys też się niepokoił i nerwowo rżał z wnętrza swojego wielkiego boksu. Kątem oka zauważyłam Billy'ego, który stał z moim kantarem, uwiązem oraz z wiadrem szczotek w ręku i mi się przyglądał.
-Puść ją, słyszysz?! -Rzucił się na niego Philip. Odtrącił Sampsona i wywrócił na ziemię. Podbiegłam do Niespodzianki i złapałam za kantar, po czym zaczęłam ją uspokajać. Philip podniósł Sampsona i przycisnął do ściany, po czym zadzwonił na policję.
-Już jadą. A ty pójdziesz do pierdla -zwrócił się do mężczyzny.
-Zabiję was. Zabiję! -Wykrzyczał Sampson. Był wściekły, nie wiem dlaczego. Przecież to wszystko jego wina, to przez niego Niespodzianka uciekła i to przez siebie samego pójdzie teraz siedzieć. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego jest wściekły.
-To tylko puste słowa, ale jeśli powiesz coś więcej, szybko z więzienia nie wyjdziesz.
Półgodziny później, kiedy konie się trochę uspokoiły, a niedoszły złodziej próbujący ukraść swojego konia trochę znormalniał, przyjechała policja.
 I zabrała dwóch oprychów.
 A ja mogłam wrócić do swoich zajęć.
Zaczęłam od przeniesienia Niespodzianki do boksu Parysa, a jego, z pomocą Philipa, wypędziliśmy na padok.
-Możesz na nim pojeździć. -Powiedziałam, sięgając po szczotki, które musiałam wyrwać Billy'emu z rąk.- To nawet wskazane.
 Chłopaki wyszli ze stajni, a ja zaczęłam oporządzać klacz. Nie wiem, co z nią będzie. Mam nadzieję, że ją zatrzymamy, ale nie jestem tego pewna. Niczego już nie jestem pewna.

piątek, 9 maja 2014

Proszę o pomoc

Zagląda Was tu całkiem sporo, więc pomyślałam, czemu by tego nie wykorzystać. Więc chodzi o to, że jestem wolontariuszką w fundacji. Mamy sześć koni uratowanych przed śmiercią. Jeden jest to koń wyścigowy, złamał nogę, która później źle się zrosła, a Perfect Chief (nasza wyścigówa) trafił do Nowakowa, do fundacji. Jak wiecie, fundacje potrzebują #OGROMNIE pieniędzy, których niestety mają strasznie mało. Perfect jest ogierem, a fundacja musi go wykastrować, bo istnieje ryzyko, że znowu złamie sobie nogę, a tego byśmy nie przeżyli ;( Chciałam Was prosić o pomoc, polubcie tą stronę na facebooku: Patrol Interwencyjny ds. Zwierząt Gospodarskich, obserwujcie ją, polecajcie znajomym, komentujcie, lajkujcie, udostępniajcie... To już jest jakaś pomoc, jeśli więcej osób dowie się o fundacji, więcej osób się nią zainteresuje, może będzie w końcu możliwość wykupienia większej ilości koni! W weekend fundacja jedzie na targ koński. Tym razem udało się uzbierać pieniądze dzięki pomocy takich ludzi. Pomóżcie, jeżeli możecie, proszę...

Z poważaniem, założycielka bloga:)

PS W razie pytań, piszcie w komentarzach lub na email: dobreo20@gmail.com! :)

Mam nadzieję, że też pomożecie!

środa, 7 maja 2014

Rozdział 25 ♞

Mama wyszła z domu i podeszła do skrzynki pocztowej. Otworzyła ją i wyjęła z niej kilka listów. Były wśród nich rachunki, pocztówki od rodziny i coś jeszcze.
-Ellie, chodź na chwilę! -Krzyknęła do mnie mama. Zawróciłam Parysa w drugą stronę i zeskoczyłam z niego tuż przed mamą.- Proszę, to do ciebie.
-Co to jest... -Wyjęłam z jej rąk kopertę. Była różowa i miała namalowane kwiatki. Zaadresowana oczywiście do mnie, a nad "i" w moim imieniu zamiast kropki było maleńkie serce.
-No otwórz. -Ponagliła mnie mama. Chociaż widziałam ją gazylion razy, tak naprawdę nigdy dobrze jej się nie przyjrzałam. Jej brązowe lśniące włosy sięgały długością do ramion, miała podkrążone oczy, ale ich zielony kolor nie stracił jeszcze blasku. Teraz byłyśmy tego samego wzrostu. Wsunęłam palec do koperty i przejechałam nim po długości. Wyjęłam list. Był on spryskany jakimiś wstrętnymi perfumami. Musiałam zakaszleć, żeby się nie udusić. Ktoś go napisał odręcznie, w dodatku bardzo brzydko.
-Przeczytaj go -poleciła mama.
-"Droga Ellie".
-Nieźle się zaczyna -stwierdziła.
-"Droga Ellie" -kontynuowałam.- "Gdy ujrzałem Cię pierwszy raz, nie mogłem się oprzeć, by na Ciebie choć raz nie spojrzeć. Twoja uroda wręcz powaliła mnie na kolana. Masz taki lekki głosik i pachnące perfumy... Myślałem, że jesteś księżniczką z bajki. To, jak się poruszasz, ubierasz, porozumiewasz ze mną, odnosisz się do świata..."
-Odnosisz się do świata?
-Cicho. "i Twój cudowny charakter sprawiły, że nie marzę o niczym innym, jak tylko spędzić z Tobą resztę życia... Jesteś najniezwyklejszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałem i mam nadzieję, że docenisz mnie w przyszłości. Proszę, przyjmij ten skromny dar na dowód mojej miłości... Noś go, noś go zawsze... Twój cichy wielbiciel. PS Kocham Cię."
-Piękne, ale czy on ci się oświadcza?! -Wykrzyknęła mama zdziwiona.
-Co? -Nie zrozumiałam.
-No... Spójrz tylko, o tu: "spędzić z Tobą resztę życia..."
-Mamo! -Zaśmiałam się.- Oczywiście, że mi się nie oświadcza.
-Wiesz kto go napisał?
-Nie.
-Może to Philip? To w jego stylu.
-To kompletnie nie jest w jego stylu. -Zaprzeczyłam.
-No to kto? Albo Philip albo nikt.
Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Kto mógł wysłać mi ten list? Może to jednak Philip... Pogrzebałam ręką w kopercie i znalazłam naszyjnik, a na nim uwieszone serduszko. Przyjrzałam się bliżej, naszyjnik się otworzył. W środku była karteczka z napisem "kocham Cię. Pamiętaj". Uśmiechnęłam się do siebie. Poprosiłam mamę, aby zaniosła prezent do mojego pokoju, a ja z powrotem wskoczyłam na Parysa.
-Jak cudownie jest znowu siedzieć w siodle! -Wykrzyknęłam uszczęśliwiona. Naprawdę się cieszyłam. Przez ostatnie piętnaście lat nie marzyłam o niczym innym, jak tylko zaczynać dzień na końskim grzbiecie. Ale nigdy nie sądziłam, że będę to mogła robić na własnym koniu...