Delikatne palce robiły kółka na mojej lewej ręcę. Najpierw pomyślałam, że chodzi po mnie szczur, więc szybko się ocknęłam. Moim oczom ukazała się spokojna twarz Philipa. Uśmiechnąl się, gdy tylko zobaczył moją wystraszoną minę.
-Co się stało, Ellie?
Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Po chwili jednak zrozumiałam.
Miałam na prawej ręce ranę. Długą i głęboką. Jak to się mogło stać?
-Ehh, wczoraj wieczorem, gdy myłam naczynia jakiś mężczyzna wszedł do domu. Nie wiesz nawet jaki strach mnie obleciał! Trzymałam nóż, więc próbowałam go zaatakować.
-Skoro tak, to dlaczego ty masz taką paskudną ranę?
Odpowiedź była oczywista.
-Nie wiem.
-Musimy pojechać do lekarza. Tego nie można tak po prostu zostawić.
-Philip, dziękuję ci bardzo, że się tak o mnie troszczysz, ale nic mi nie jest. A tak na marginesie, to gdzie są moi rodzice?
Jakim cudem nie zorientowałam się, że jestem sama z Philipem?
-Są na policji.
To w zupełności mi wystarczyło. Zabandażowałam w łazience rękę i wróciłam do chłopaka.
-Pojeździmy?
Jedno pytanie, jedno słowo, a tak wiele może zdziałać i tak bardzo rozweselić człowieka. Poszliśmy z Philipem do stajni. Założyłam Parysowi tranzelkę i wyszliśmy ze stajni. Philip otworzył bramę na pole i wsiedliśmy na wierzchowca - Philip z przodu, ja za nim. To było bardzo romantyczne. Galop na tak wspaniałym koniu, z tak cudownym chłopakiem jakim był mój Philip... Taka jazda pozwalała mi na bezkarne wtulanie się w Philipa. W tamtej chwili nie myślałam o niczym innym, jak o swoim szczęściu. Przypomniałam sobie nagle, jak zaledwie trzy tygodnie temu mogłam stracić to szczęście. Rodzice chcieli zabić źródło mojej radości, dzięki której poznałam pierwszą miłość, człowieka, który oddał by mi swoje życie, gdyby była taka potrzeba, czuję to. Nie chcę dożyć momentu, kiedy będą to tylko najcudowniejsze wspomnienia, chcę, aby to cały czas był realny świat.
Galop wydawał się nie mieć końca. Zawsze wyobrażałam sobie tę chwilę inaczej. Myślałam, że będziemy rozmawiać i uśmiechać się nawzajem. A tu proszę: Philip prowadził konia, a ja się rozmarzyłam.
Philip zaczął zwalniać. Wolnym kłusem wjechaliśmy na niski pagórek otoczony ze wszystkich stron brzozami. Philip zszedł z konia. Szykowałam się do zrobienia tego samego, jednak Philip mi zabronił. Zdziwiłam się, nawet bardzo.
-Ellie, zostań na Parysie i zrób jedno okrążenie galopem wokół pola i przyjedź tu z powrotem.
To było bardzo dziwne, ale zrobiłam tak, jak chciał. Przegalopowałam, a może nawet przecwałowałam całe kółko i przyjechałam w wyznaczone miejsce. Zsiadłam z konia, jednak Philipa nie zauważyłam. Gdzie on się podział, pomyślałam. W krzakach usłyszałam szelest. Zaniepokoiłam się, ale pomyślałam, że to pewnie Philip idzie na skróty.
-Philip? -Krzyknęłam do krzaków. Nikt nie odpowiedział.