Nie -powiedziałam i otrzepałam się z piasku. Poszukałam wzrokiem Aladara.
-Ellie -powiedział Philip łapiąc mnie za rękę- nie możesz na niego wsiąść, rozumiesz? Musimy jechać do szpitala!
Popatrzyłam na niego zabójczym wzrokiem i wyrwałam się z uścisku. Szłam w stronę Aladara. Stał spokojnie, ale miał nierówny oddech. Podchodziłam powoli i również powoli podnosiłam rękę. Dotknęłam delikatnie jego pyska. Złapałam wodze i przerzuciłam nad rozgrzaną szyją. Pogłaskałam go, a potem ostrożnie wsiadłam. Odczekałam chwilę i pogładziłam go ponownie. Docisnęłam łydkę, a Aladar ruszył stępem. Uśmiechnęłam się. Zapomniałam o potwornym bólu w ręce i rozluźniłam się. Aladar też przymknął oczy. Stępowaliśmy chyba pół godziny. Philip stał przy wyjściu, a Grace nie było. Powoli zatrzymywałam Aladara, aż w końcu staliśmy nieruchomo na środku hali. Zsunęłam się z siodła i złapałam wodze. Przytuliłam się do konia i dałam mu buziaka. Minęłam Philipa i weszłam do stajni. Oprócz kilku koni, nie było nikogo. Przeszłam obok pustych boksów i doszłam do ostatniego. Wprowadziłam do niego Aladara i rozsiodłałam. Gdy zamykałam boks, Aladar zaczął lizać mi włosy. Roześmiałam się i pogłaskałam go po pięknym pysku.
-Kiedyś będziesz mój -szepnęłam- obiecuję.
Odszukałam Philipa i razem wsiedliśmy do samochodu. Jechaliśmy wzdłuż pięknych drzew wiśniowych, podziwiałam ten cudowny widok.
-Ellie, patrz! -krzyknął Philip. Początkowo nie wiedziałam, o co mu chodzi, ale gdy tylko zorientowałam się, że coś się za nami dzieje, od razu się tam spojrzałam. Za nami biegł Aladar! Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przecież zamknęłam boks...
-Zatrzymaj się! -krzyknęłam do Philipa. Ten gwałtownie zahamował. Chwyciłam uwiąz i wyskoczyłam z auta. Aladar też stanął. Wyglądało na to, że pobiegł za mną. Podeszłam do niego i przerzuciłam uwiąz nad jego szyją. Związałam ją i wsiadłam na Aladara. Popędziłam go w stronę stajni. Galopowaliśmy po drodze, wiatr wiał mi we włosach, Aladar biegł szybko, poczułam wtedy, że jesteśmy naprawdę wolni. Ale wolność się skończyła, gdy dotarliśmy do stajni. Zsiadłam ze szczęśliwego konia i zaprowadziłam go do jego boksu. Ściągnęłam uwiąz i przetarłam mu grzbiet słomą. Pocałowałam go w czoło i zamknęłam za sobą drzwi. Sprawdziłam boks i wróciłam do samochodu. Później spokojnie wróciliśmy do domu.
Philip zaczął się pakować. Ponieważ bydło już nakarmiliśmy, postanowiliśmy pojechać razem w ostatni teren. Nie czułam już żadnego bólu. Byłam szczęśliwa. Poszliśmy do stajni i założyliśmy naszym koniom kantary. Wzięliśmy uwiązy, a potem doczepiliśmy je do kantarów. Zaprowadziliśmy je na łąkę, Philip pomógł mi wsiąść na Parysa, później wsiadł sam. Poczekałam na niego, i ruszyliśmy stępem. Potem przeszliśmy do kłusa. Kłus mnie trochę znudził, więc przycisnęłam łydki do konia i ruszyłam galopem. Galopowaliśmy jak dzicy, nic nas nie mogło zatrzymać. Czułam się prawie tak, jak wcześniej na Aladarze, z taką różnicą, że Aladar był znacznie szybszy. Obejrzałam się za siebie - Philip został z tyłu. Zobaczyłam przed sobą las, więc postanowiłam tam wjechać. Mijaliśmy drzewa z prędkością światła, przynajmniej tak mi się zdawało. Parys dawał z siebie wszystko, zastanawiałam się, czy nie ma jakiegoś folbluta w rodzinie. Może kiedyś pojedziemy na wyścigi?
Gdy tak myślałam, minął mnie Philip. Postanowiłam, że będziemy się ścigać.
-Nigdy ze mną nie wygrasz! -krzyknęłam do niego. Zrobiłam półsiad i galopowałam razem z Parysem. Obejrzałam się do tyłu, Philip został daleko. Przed sobą zobaczyłam powalony pień, postanowiłam go przeskoczyć. Nakierowałam Parysa na drzewo, a ten z łatwością je przeskoczył. Byłam zadowolona.