-Dobrze -powiedział jeden z nich. -Musimy zabrać twojego tatę do szpitala. Ranę ma głęboką, musi zostać na obserwacji.
Jejku, jak się ucieszyłam! Nie z tego, że będzie w szpitalu, tylko z tego, że żyje. Bardzo się bałam, gdy mama powiedziała, że tata umarł.
-Czy... czy mogę pojechać? -spytała mama niepewnym głosem.
-Oczywiście.
-Ja też?
-Nie, lepiej, żebyś została. -miły lekarz uśmiechnął się do mnie i wsiadł do karetki razem z mamą. Nie miałam nic do roboty, więc wróciłam do stajni. Spojrzałam na ziemię. Beton był czarny, od krwi tamtego złodzieja - i taty. Zrobiło mi się niedobrze, więc poszłam dalej. doszłam do boksu Parysa, ale mój maluch gdzieś zniknął. Zaczęłam się rozglądać. Czyżby tamten drugi mężczyzna wrócił i go ukradł? Nie. Parys siedział przy silosie i rozkoszował się owsem. Pomyślałam, że go zabiję. Podeszłam do niego.
-Mały, wracaj do boksu! –Parys
podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi ludzkimi oczami. Odwróciłam się i
szłam w stronę boksu. Parys szedł za mną. Weszłam do boksu i ogier zrobił to
samo. Zaprowadziłam go tam podstępem, a potem szybko zamknęłam drzwi. Stałam
przed nim i czule go głaskałam.
-Jesteś bardzo piękny,
kochanie.
Wróciłam do domu. Byłam
sama. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę. Wróciłam do swojego pokoju i
zjadłszy kanapkę zadzwoniłam do Philipa. Gdy wykręcałam numer, poczułam się
strasznie samotna.
-Philip?
-Ellie? –odpowiedział
kojącym męskim głosem- Co ty robisz? Jest
po północy!
Spojrzałam na zegarek.
Rzeczywiście – była godzina 24:27.
-Obudziłam cię? –co za
głupie pytanie, oczywiście, że go obudziłam!- Philip… tata jest w szpitalu.
-Co?!
-Tak. Poszłam wieczorem sprawdzić,
co u Parysa i dać mu całusa na dobranoc. W stajni jakiś facet trzymał go za
kantar i próbował wyprowadzić ze stajni.
-Zaczekaj, zaraz u
ciebie będę.
-Co? Nie!
-Dlaczego nie?
-No bo… po prostu nie
przyjeżdżaj. Jest już późno, poradzę sobie sama.
Po tych słowach się
rozłączyłam. Byłam wyczerpana. Dokończyłam kanapkę i położyłam się do łóżka. Długo myślałam o dzisiejszym dniu. Dlaczego mama powiedziała, że tata umarł? Czyżby przestał oddychać? Nie wyczuła tętna? Nic nie rozumiałam. Strasznie mocno to wszystko przeżyłam, jednak nie pokazywałam żadnych emocji, żeby wesprzeć mamę. Po policzku spłynęła mi łza, była gorąca, więc ją wytarłam. Zaczęłam płakać. Teraz, gdy byłam w domu sama, mogłam sobie na to pozwolić. Zapaliłam lampkę i zaczęłam pisać. Zapisałam całą stronę, byłam bardzo przygnębiona i czułam się samotnie. Dlaczego odmówiłam Philipowi? Przecież byłoby lepiej, gdyby mnie wsparł. Uspokoiłam się na chwilę i przestałam pisać. Ciekawe, czy już spał, a może zastanawiał się, co się stało tacie, bo w końcu mu nie powiedziałam... albo już był w drodze do mojego domu? Zamknęłam oczy. Nie potrafiłam teraz o tym myśleć. Wróciłam do pisania. Pisałam szybko, więc po chwili rozbolała mnie ręka. Strzepnęłam ją i odłożyłam długopis. Wzięłam kartkę i poszłam do salonu. Położyłam ją na środku stołu, żeby ktoś, kto tu przyjdzie ją zobaczył. Wróciłam do siebie i leżąc, myślałam, czy to, co planuję zrobić będzie dobre. Może tak, a może skrzywdzę rodziców, Parysa i Philipa... Po kilku minutach zasnęłam ze smutnym wyrazem twarzy. Miałam nadzieję na bardzo piękny sen.