środa, 4 grudnia 2013

Rozdział 13 ♞

Pierwsze co zrobiłam rano, było pójście do stajni. Gdy wchodziłam, Parys stał i wpatrywał się w moją stronę. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Parys obrócił uszy w moją stronę i banan zrobił się jeszcze większy. Podeszłam do Parysa i ostrożnie weszłam do boksu. Pogłaskałam go po muskularnej szyi i pocałowałam w piękny czarny pysk. Złapałam za uwiąz, przewiesiłam przez szyję i wyprowadziłam ze stajni uśmiechając się. Kierowaliśmy się w stronę pastwiska i Parys zaczął kręcić uszami i prychać. Pomyślałam, że jest bardzo szczęśliwy z możliwości pobytu na świeżym powietrzu. Otworzyłam bramę. Staliśmy tak dłuższą chwilę.
-Bardzo cię kocham, przyjacielu. -wyszeptałam mu do ucha. -Nigdy cię nie zapomnę, i ty też nie zapomnij mnie. Bądź szczęśliwy, maluchu.
Zdjęłam uwiąz z szyi i klepnęłam konia po zadku, a ten pogalopował pod najbliższe drzewo. Wróciłam do stajni. Odłożyłam uwiąz i poszłam do domu. Spojrzałam na zegarek - była godzina 10. Tak długo spałam? Nieważne. Postanowiłam, że w tej chwili wdrożę w życie swój plan. Wzięłam nóż i przejechałam nim sobie po żyłach, w momencie gdy otworzyły się drzwi.
-Ellie, nie! -krzyknął Philip.
Pojawił się jak rycerz  na białym koniu, który wybawia więzioną w zamku księżniczkę z rąk wstrętnego smoka. Tylko, że to nie był rycerz, nie miał konia (co najwyżej biały skuter) i nie ratował żadnej księżniczki przed smokiem. Ratował mnie przed emocjami. Wybił mi nóż z ręki i spojrzał na nadgarstki.
-Jezu, Ellie! Co ci odbiło, do cholery!? -krzyczał. Przeraziłam się i zdałam sobie sprawę z tego, co chciałam zrobić. A chciałam się zabić.
-Prze... przepraszam, no! Boże, nie wytrzymałam Philip i chciałam skończyć ze sobą! Nie przemyślałam tego, ja...
-No właśnie, nie przemyślałaś! -widziałam w jego oczach złość. Był wściekły.
-Philip... tata prawie umarł.
-Co? To tego mi wczoraj nie powiedziałaś?
-Tak, ja byłam zbyt roztrzęsiona, żeby ci to powiedzieć.
-Ellie, wiesz, że bym przyjechał od razu. Opowiedz mi o wszystkim.
Objął mnie wielkim ramieniem i usadowił obok siebie na kanapie w pokoju. Mówiłam krótko, szybko wszystko wyjaśniłam, ale Philip tulił mnie chyba z godzinę. Po pewnym czasie poczułam, że zasypiam. Byłam wszystkim zmęczona. Rzeczywiście zasnęłam.

Gdy się obudziłam Philip leżał obok mnie z zamkniętymi oczami. Spojrzałam na niego. Ślina kapała mu z ust. Wyglądał mega uroczo. Pomyślałam, że mam ogromne szczęście mając takiego rycerza u boku. Wstałam i poszłam do łazienki. Nie, nie po to, żeby połknąć tabletki nasenne i spać zawsze przy Philipie. Poszłam po bandaż. Nie wiem, co stało się z poprzednim, ale założyłam nowy na nadgarstek i wcześniej zranioną rękę. Wyglądałam raczej  śmiesznie, cała obbandażowana. A może powinnam użyć plastra na nadgarstek... Po chwili zrezygnowałam ze zmiany opatrunku i poszłam do kuchni. Zajrzałam do lodówki i wyjęłam masło oraz ser. Zrobiłam na szybko kanapki, położyłam talerz na stół w pokoju i wzięłam jedną. Jedząc szłam na pastwisko, żeby wziąć Parysa. Zanim doszłam do niego, po kanapce nie zostało już ani śladu.
-Cześć kochanie! -krzyknęłam uradowana do Parysa, a on przykłusował do mnie. Pogładziłam go po szyi i złapałam za grzywę. Zaczęłam prowadzić z powrotem do stajni. Trzeba się zająć zwierzętami... Zostawiłam go w boksie i szybko nakarmiłam psy oraz wlałam mleko dla kotów. Wróciłam do Parysa i nałożyłam na niego siodło i ogłowie. Złapałam za wodze i wyszłam z nim ze stajni. Szliśmy wolno na pastwisko, ale nie czułam się najlepiej. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Czułam czyjś wzrok na moich plecach. A co, jeśli ten drugi facet naprawdę wrócił, i teraz mierzył do mnie z pistoletu? Nie chcę zarobić kulki w wieku piętnastu lat... Co ja wygaduję, w ogóle nie chcę dostać kulki! Zrzuciłam z siebie to spojrzenie i szłam dalej przed siebie. Gdy staliśmy już pod bramą, odwróciłam się i naprawdę wystraszyłam. Nikogo tam nie było. To mnie najbardziej przeraziło. Popchnęłam bramę i wprowadziłam Parysa na łąkę. Puściłam go, a potem zamknęłam z powrotem bramę. Gwizdnęłam i Parys stanął tuż przede mną. Tuż przede mną, co oznacza, że widział wszystko, co było za mną. Od razu zorientowałam się, że coś jest z tyłu, ale pomyślałam, że to może pies za nami pobiegł, albo wombat wyszedł z krzaków. Odwróciłam się i ujrzałam Philipa. Boże, jakiego on stracha mi napędził!
-Philip! Co ty tu robisz? Myślałam, że jeszcze śpisz.
-Proszę cię, Ellie. Jest 16 godzina! A tak przy okazji, zjadłem wszystkie kanapki.
-Były dla ciebie.
-To dobrze. Sama je robiłaś? Były ohydne.
Cały Philip. Uśmiechnęłam się do niego i wsiadłam na konia. Jechałam przy płocie, żeby sprawdzić, czy nigdzie nie trzeba nic naprawić. Za mną Philip, już na załadowanym dżipie, rozwoził po kolei wiązki siana. Nic ciekawego się nie wydarzyło. Pracowaliśmy jakąś godzinę, potem wróciliśmy do domu.
-Może przykleję ci plaster na nadgarstek? -powiedział Philip zajadając się ciastkami. -Te bandaże wyglądają komicznie.
-Wiem. Ale nie mam plastrów.
-Jesteś pewna?
O nie, pomyślałam. Co on wykombinował? Podszedł do szafki w łazience i wyjął z niej kolorowe opakowanie. Co to jest?
-Mam tu kilka ładnych plastrów z Kubusiem Puchatkiem!
-Zwariowałeś? I ja mam w tym zamiatać gnój spod krów?
-A czemu nie? Jesteś dziewczyną, jesteś urocza i...
-I mam piętnaście lat, nie dziesięć.
-Wielka mi różnica...
Prowadziliśmy tę głupkowatą rozmowę jeszcze przez chwilę. Potem w włączonym telewizorze usłyszeliśmy głoś prezentera wiadomości.
-"Wczoraj wieczorem policja złapała groźnego przestępcę, Monty'ego Connerama, który kradł konie, a później sprzedawał je na aukcjach. Zarobił w ten sposób dwadzieścia tysięcy dolarów."
-Gdyby nie ty, zarobiłby jeszcze pięć tysięcy...
-Serio myślisz, że Parys jest wart tylko tyle? -spytałam. -On ma duży potencjał, jest piękny, ma rodowód, myślę, że spokojnie mogłabym go wystawić na aukcji za co najmniej dwadzieścia pięć kawałków.
-Czyli chcesz go sprzedać?
-Nie no co ty! Oszalałeś? To najwspanialszy koń na świecie! Nigdy bym go nie sprzedała. Prędzej umrę, niż on pojawi się na targu. Planuję nawet zacząć trenować na nim skoki i wziąć udział w zawodach. Kiedyś mi się to śniło, ale nie chciałabym, żeby tamten sen się spełnił. To znaczy nie w całości.
-Dlaczego? -spytał Philip.
-Dlaczego? Bo mój koń złamał nogę, a ja umarłam. Wiesz, gdyby sny się spełniały, to potrafiłabym latać.

Zadzwoniłam do mamy. Powiedziała, że z tatą jest wszystko dobrze. Tata spędzi w szpitalu jeszcze dwa tygodnie. Mama planuje cały czas z nim siedzieć i przyjechać tylko po rzeczy. Mi w sumie pasuje taki układ. Zgodziła się, żeby Philip został i mi pomógł. Całe szczęście, bo czułam się znacznie lepiej w jego towarzystwie.
-Wiesz co, jestem trochę zmęczona. Pościelę ci łózko i pójdziemy spać, ok?
-No dobra.
Poszłam do pokoju gościnnego i rzuciłam na materac kołdrę, poduszkę i koc. Nie wiem, po co koc, skoro jest środek lata, ale czasem się przydaje. Wróciłam do swojego pokoju i zasnęłam.
Następnego ranka po sprawdzeniu wszystkich płotów, założyłam na Parysa siodło angielskie i pojechałam na jedno z pastwisk. Po ostatniej burzy na początku lata, były tam zwalone drzewa. Postanowiłam spróbować przez nie skoczyć. Stanęłam kilkanaście metrów przed pierwszym pniem, rozpędziłam Parysa do galopu i hop! Skoczyliśmy. Nie zwalniając, najechałam na kolejne drzewo i znowu skoczyłam. Poklepałam Parysa po lśniącej szyi i zawróciłam. Czułam się, jakbym była na prawdziwych zawodach, jakby obserwowały mnie miliony, jak profesjonalista. Wątpiłam, czy kiedykolwiek tak będzie, ale trzeba dążyć do spełnienia marzeń. Podjechałam do Philipa stojącego przy bramie i zsiadłam z konia.
-Zaprowadzimy go do stajni? -spytałam. -Dziś jest gorąco, woda szybko gnije na dworze.
Philip złapał wodze i wprowadził mojego ogiera do stajni. Byliśmy zmęczeni. Temperatura tego dnia sięgała trzydziestu pięciu stopni. To chyba najgorętszy dzień w tym roku. Poszliśmy do domu i rzuciliśmy się na kanapę. Nie mieliśmy już na nic siły. Mogłam jedynie sięgnąć pilota i włączyć telewizor. Nie wiem dlaczego, ale oglądaliśmy głupie kreskówki. Jednak te dziwne dźwięki były uspokajające. Zamknęłam oczy i zasnęłam myśląc, jak bardzo zmieniło się moje życie, odkąd pojawił się w nim Parys.

4 komentarze:

  1. Masz super talent!!!! Ja chce Twoją książkę!!! Dawaj nexta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o jejku, dziękuję! <3 to bardzo miłe ;* -Ellie

      Usuń
  2. Dziewczyno jeszcze kilka rozdiałów i idź do wydawnictwa wydać książke. Ja z przyjaciółką napewno byśmy kupiły. A teraz pisz i nie przestawaj !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jejku, to naprawdę miłe słowa <3 dziękuję, naprawdę!

      Usuń