Philip przyjechał
z samego rana. Byłam już gotowa. Chciałam znowu spotkać Aladara, wydawało mi
się, że nie widziałam go od wieków! Szybko wyruszyliśmy. Miałam poczucie winy,
że zostawiam Niespodziankę, ale i tak nie mogłam nic z nią zrobić. Chociaż
może… nie, to głupie.
-Ej
Philip, a gdybyśmy zabrali ze sobą Niespodziankę i mogłabym popracować z nią na
hali?
-Kogo?
-Niespodziankę.
A, no tak. Ty nie wchodziłeś do stajni, więc nie wiesz.
-No nie
wiem. Co to za niespodzianka?
-Niespodzianka
to klacz. Wczoraj znalazłam ją przypadkiem w lesie. Nie uwierzysz, ale miała na
sobie pełno ran! Boże, ty nawet nie wiesz, jak ja się przestraszyłam, kiedy je
zobaczyłam. To była blizna na bliźnie. Masakra.
-Naprawdę?
-No tak.
To chyba koń Sampsonów, no wiesz, tych, co mieszkają parę kilometrów od nas.
-Aha, ci
dziwacy? –Zaśmiał się Philip.
-Tak,
dziwacy. –Próbowałam zachować powagę, ale w obecności Philipa się nie dało. Po
chwili śmialiśmy się jak nigdy.
Myślałam, że się tam uduszę.
Jechaliśmy
między drzewami wiśni. Otworzyłam na
oścież okno. Musiałam pooddychać świeżym, letnim powietrzem. Jednak poczułam się gorzej. Na zewnątrz było
duszno, nad nami pojawiły się czarne chmury zapowiadające burzę. Szybko
zamknęłam okno i uśmiechnęłam się ukradkiem do Philipa, dzięki temu poczułam
się bezpieczniej. Od dziecka boję się piorunów i nie lubię burzy. Mieliśmy
kiedyś psa. Pewnej nocy była najstraszliwsza burza, jaką kiedykolwiek
przeżyłam. Pioruny trzaskały z prawej, z lewej, a huk był tak głośny, że bałam
się o swoje uszy. Burza przyszła znienacka, a nasz pies Barry, mieszkał na podwórku i tata nie mógł go
przyprowadzić do domu. Wtedy był chory, a mama bała się wyjść. Barry też
panicznie bał się piorunów, a że był przywiązany do budy, próbował się
wyswobodzić. I nagle pękła mu kość. Złamał miednicę. Znaleźliśmy go rano, nie
ruszał się. Pojechałam z tatą do weterynarza, który zarządził uśpienie biednego
Barry’ego. Płakałam po nim przez kilka dni.
Wtuliłam
się w Philipa, choć z trudem, bo on wciąż
prowadził samochód. Po chwili się zatrzymał. Byliśmy na miejscu. Szybko
wysiadłam z samochodu i nie patrząc na
Philipa pobiegłam do stajni. Towarzystwo koni pozwoliło mi zapomnieć o
otaczającym mnie świecie, o burzy i
strachu. Dałam smaka każdemu koniowi po kolei. Wszystkie bardzo się cieszyły. Wreszcie doszłam do Aladara – stał jak zwykle
w boksie na samym końcu.
-Aladar
–gdy wypowiadałam jego imię, prychnął i podszedł do drzwiczek od swojego boksu.
Wyciągnęłam dłoń, żeby go pogłaskać, a Aladar przybliżył swój łeb i oparł o
moje ramię. Poczułam ogromną ulgę. Nie wiem czemu, ani z jakiego powodu, miałam
po prostu wrażenie, że zrzuciłam z siebie jakiś ciężar. Philip przyniósł mi właśnie siodło i ogłowie,
za co byłam mu wdzięczna, a potem poszedł. Weszłam do boksu Aladara i zaczęłam
go czyścić. Zauważyłam, że przymknął oczy, a warga mu zwisała, z czego się
bardzo ucieszyłam. Teraz mam pewność, że przy mnie czuje się bezpiecznie. Wie,
że go nigdy nie skrzywdzę. Ja wiem to samo o nim. Osiodłałam go, wyprowadziłam
ze stajni i poszłam na halę. Znowu byłam sama. Chyba wszyscy inni bali się tego
pięknego ogiera, dlatego teraz też mieliśmy jazdę indywidualną. A przecież
Aladar jest bardzo spokojnym koniem, to strach doprowadza go do złego
zachowania. A boi się przez ludzi. Przez ludzi, którzy nie potrafią go
zrozumieć. Odszukałam wzrokiem stołka, jednak nigdzie go nie było. Postanowiłam nie tracić czasu i wsiąść z ziemi. Jak zwykle odczekałam chwilę, a potem przytuliłam konia łydkami. Dojechałam do ściany i szłam wzdłuż niej około piętnastu minut. Chciałam dzisiaj trochę pokombinować, więc rozciągnąwszy się popędziłam Aladara do kłusa. Zareagował od razu. Najpierw anglezowałam, po czym postanowiłam wyjąć stopy ze strzemion. Jednak odczułam okropny ból i próbowałam odszukać strzemiona. Zamachnęłam się nogą, tak, jak mnie kiedyś uczyli. Jednak strzemiona nadal latały bezwładnie gdzieś wokół siodła. Postanowiłam w takim razie przejść do kłusa ćwiczebnego. Usiadłam wygodnie w siodle i podążałam biodrami za ruchem konia.
Hejka, wspaniala notka i wspaniały blog.Dopiero teraz go znalazłam i żałuję, ze nie wcześniej.Na pewno dodam do u;unionych i obserwowanych.Pozdrawiam i zapraszam na mój blog o koniach.Dopiero załozylam, ale może się spodoba.http://greenland-valley-of-hope.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo, naprawdę <3 Na pewno odwiedzę Twojego:)
UsuńZapraszam już pojawiła się pierwsza notka.Pozdrawiam, mam nadzieję, ze się spodoba
OdpowiedzUsuń