Wstałam jak zwykle z samego rana. Nałożyłam na siebie spodnie, które wieczorem zostawiłam na oparciu krzesła. Gdy się przeciągałam, poczułam głód. Zbiegłam po schodach i od razu udałam się do kuchni. Wyjęłam bułkę z chlebaka, a potem posmarowałam ją dżemem truskawkowym mojej babci. Zjadłam ją szybko, po czym założyłam kalosze i ruszyłam prosto w stronę stajni. Rozsunęłam ogromne drzwi. Poczułam słodki zapach siana. Szłam w stronę jedynego boksu. Wcześniej nie zauważyłam w nim ogiera, pewnie leżał. Ale gdy podeszłam bliżej, zorientowałam się, że to nie Parys, a Niespodzianka. Ucięła sobie drzemkę. Chwyciłam kantar wiszący obok i wpełzłam do boksu. Zaczęłam mówić spokojnym tonem czekając, aż klacz się obudzi. Po chwili zaczęła się podnosić. Założyłam kantar na jej piękny siwy łeb i wyprowadziłam ze stajni. Prowadziłam Niespodziankę w stronę bramy, jednocześnie zastanawiając się, na jakie pole mam ją wypuścić. Na tym po prawej są krowy, a przed nami Parys. Wypuszczę ją na to po lewej. Rozsunęłam bramę i przeprowadziłam przez nią siwą. Gdy tylko poczuła, że już jej nie trzymam, zaczęła galopować i brykać. Podbiegła do ogrodzenia, przy którym już stał Parys. Zaczęli trącać się nosami. Wyglądali razem przeuroczo! Patrzyłam na nich i zastanawiałam się, ile lat ma ta kobyłka. Wygląda na siedem. Z tyłu usłyszałam szczekanie psów. Odwróciłam się i zobaczyłam białe auto wjeżdżające na nasze podwórko. Zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. Po chwilo jednak wysiadł z niego Sampson.
-Witaj! -Krzyknął do mnie. Ujrzałam jego szczerbaty uśmiech- Gdzie Adam?
Do czego mu jest potrzebny mój tata?
-W domu. Ma pan do niego jakąś sprawę? -Odpowiedziałam zgryźliwie. Jednak nie usłyszał chyba końcówki zdania, bo już szedł w kierunku mojego domu. Patrzyłam na niego z obrzydzeniem.
-Cześć! -Usłyszałam jakby koło ucha- Jestem Billy, a ty?
Kurczę, skąd on się wziął?! Metr trzydzieści (w pasie zapewne więcej), pryszcze w każdym zakątku twarzy, tłuste włosy, okularki w jakieś żółwie no i aparat na zęby. Oczywiście nie miałam nic przeciwko temu ostatniemu. Ale na jego żółtych zębach wyglądał okropnie. Patrzyłam na niego ze zdziwieniem. Już miałam zamiar się ulotnić, gdy usłyszałam kolejny samochód.
-Philip! -Krzyknęłam i odepchnęłam Billa, po czym popędziłam do mojego chłopaka.
-Ellie, kochanie.
Tym razem się nie pocałowaliśmy, ale za to naprawdę mocno przytuliliśmy. Było mi cieplutko. Jednak ta chwila rozkoszy się skończyła, kiedy podszedł do nas Billy.
-Ej! -Spojrzeliśmy oboje na niego- Kim ty jesteś, co?! -Zwrócił się do Philipa. Byłam równie zdziwiona, co on.
Wspaniały rozdział.Podoba mi się bardzo.Nie mogę się doczekać kolejnego.Pisz szybko, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDziękuję! Miałam już pół, ale głupia ja niestety przypadkiem go usunęłam:( Jutro postaram się go napisać. ;)
UsuńŚwietny blog, pięknie piszesz!
OdpowiedzUsuńsrebrne-wedzidlo.blog.onet.pl
Dzękuję! Chętnie odwiedzę Twojego bloga ;)
Usuń