Zsiadłam z Aladara i stępowałam go w ręku. Chodziliśmy tak w kółko przez około dziesięć minut, po czym stwierdziłam, że już wystarczy. Wyszliśmy z hali i wróciliśmy do stajni, do boksu ogiera na samym końcu. Zdjęłam siodło i ogłowie. Pocałowałam Aladara w czoło i zamknęłam boks. Przeszłam przez całą stajnię ze sprzętem, ponieważ siodlarnia znajdowała się przy wejściu. Odszukałam wieszaka z numerkiem mojego siodła. Jak zwykle ktoś pomylił wieszaki. Odwiesiłam sprzęt w inne miejsce i wyszłam ze stajni. Odszukałam wzrokiem Philipa. Dostrzegłam go przy maneżu, z podziwem patrzył na młodych jeźdźców. Podeszłam do niego.
-Hej -zagadnęłam.
-Hej. Już skończyłaś?
-Uhm -odparłam. Jeźdźcy skakali przez całkiem wysokie przeszkody, tak jak wcześniej. Jeździli naprawdę dobrze. Można im pozazdrościć.
-Spójrz na tą dziewczynę -wskazał palcem na chudą jak patyk Zoe- jest niezła.
-Taa, niezła... -Gdyby tylko wiedział, jak się zachowuje, dodałam w myślach. Wszystkie konie w tym samym momencie przeszły do stępa. Zoe spojrzała na mnie z kamiennym wyrazem twarzy. Jakbym jej coś zrobiła. A może była zazdrosna o Aladara? Albo o Philipa? Nie, to przecież absurd. To niemożliwe! Z zamyślenia wyrwał mnie słodki głos mojego chłopaka.
-Wybierzemy się na przejażdżkę?
-Ale teraz? -Spytałam. Byłam trochę obolała po skokach, ale koniec końców się zgodziłam. Przejażdżki z Philipem są zawsze niezwykłe.
Osiodłaliśmy nasze konie i wyruszyliśmy punktualnie o piętnastej. Postanowiliśmy udać się do lasu i nie odjeżdżać za daleko, ponieważ nie znaliśmy terenu. Jechaliśmy na gniadych ogierkach, miały po sześć lat. Mój miał na imię Nolan, od razu przypadł mi do gustu. Zachowywał się jak niesforny źrebak. Philip dosiadał Fogosa. Natura obdarowała go piękną łysiną. Był on bardzo spokojny. Nie wiem, dlaczego ja dosiadałam tego niegrzeczniejszego, skoro Philip jeździł ode mnie o niebo lepiej. Przestałam o tym myśleć, gdy Nolan zaczął serię bryknięć.
-Ej, przestań! Czemu skaczesz?
-Spokojnie Ellie, złap się grzywy. -Powiedział jak zawsze opanowany chłopak. Po krótkim czasie Nolan się uspokoił. A może chciał pobiegać? Skróciłam wodze, przytuliłam ogiera łydkami i przeszliśmy do kłusa. Chwilę później Philip i Fogos zrównali się z nami. Kłusowaliśmy przez kilka minut, po czym zwolniliśmy do stępa. Szliśmy obok siebie, pomiędzy ogromnymi drzewami. Nad nami latały ptaki, słyszeliśmy ich niezwykłe śpiewy. W lesie unosiły się piękne zapachy. Zobaczyłam przed nami łąkę, była bardzo duża. Rosło na niej dużo kwiatów. Chciałam na niej pocwałować. O tak, to wymarzone miejsce na pierwszy cwał. Tak mi się wydaję. Bez dłuższej chwili zastanowienia, popędziłam Nolana. Jeszcze jakiś czas temu nie potrafiłam dobrze kłusować, a teraz potrafię zagalopować ze stępa. Zrobiłam półsiad, po czym ponownie dodałam łydki. Nolan postawił uszy i zaczął cwałować. Po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów, obejrzałam się za siebie; Philip z Fogosem byli już daleko w tyle, wciąż próbowali zagalopować. Chyba ich zaskoczyłam. Ba, na pewno! Byliśmy już prawie na połowie łąki, zaczęłam ściągać wodze i zwalniać. W końcu się zatrzymaliśmy. Poczekałam na Philipa i dałam odsapnąć chwilkę Nolanowi, po czym znów ruszyliśmy galopem. Wjechaliśmy na górkę i znowu stanęliśmy.
-Piękny widok, co? -Zagadnął Philip. Przytaknęłam. Widzieliśmy całą stadninę; za lasem, z którego przyjechaliśmy była droga, a z obu jej stron rosły piękne wiśnie. Dalej stał nieduży dom należący do Grace, obok był parking, a po prawej ogromna hala. Z drugiej strony widziałam plac (na którym konie i jeźdźcy wyglądali jak pracujące mróweczki) oraz długą stajnię w kształcie litery T. Dalej była mała stodoła. A to wszystko było zewsząd otoczone łąkami, lasem i polami, na których leniwie pasły się konie. Cieszyłam się z tego, że znalazłam to miejsce.
-Wracamy?
Rozsiodłaliśmy konie i przetarliśmy je słomą, gdyż się spociły. Nolan i Fogos stali w sąsiednich boksach i chyba bardzo się lubili, bo gdy odeszliśmy, zaczęły się miziać po pyskach. Zabraliśmy cały sprzęt i poszliśmy do siodlarni. Odszukałam wzrokiem numer wieszaka, na którym powinno leżeć siodło Nolana i odwiesiłam je. Philip zrobił to samo ze swoim siodłem w momencie, gdy do pomieszczenia weszła Zoe.
-Hej -powiedział do niej- świetnie jeździsz!
-Dzięki -uśmiechnęła się do niego, ale nie tak normalnie, patrzyła na niego maślanymi oczami. Poczułam się zazdrosna. Idź już stąd, prosiłam w myślach. Nic z tego.
-O, cześć -do siodlarni weszła Nathalie. Spadła mi z nieba!- Ellie, dziękuję ci jeszcze raz za pomoc.
-Nie ma sprawy, do zobaczenia! -Pociągnęłam Philipa za sobą. Wyszliśmy ze stajni i szybkim krokiem wsiedliśmy do samochodu.
-Całkiem udany dzień, prawda?
-Jeszcze jak. -Odpowiedziałam. Zapięłam pasy i czekałam, aż Philip odpali silnik.
-Hej -szturchnął mnie w nogę- co jest?
-Nic.
-Jak to nic? Gapisz się w to okno, jakbyś chciała je rozwalić wzrokiem!
-No bo nie lubię tej Zoe!
-Aha. I to jest powód twojej złości?
Philip miał rację. Poczułam się głupio.
-W sumie... To tak. Słuchaj, ona dzisiaj tak patrzyła na mnie, jak jeździłam na Aladarze, normalnie, jakby mnie chciała z niego zrzucić!
Philip spojrzał na mnie swoimi pięknymi, brązowymi oczami.
-Nie przejmuj się. Wydaje się sympatyczna.
-Co? Zachowujesz się tak, jakbyś nie pamiętał, jak na mnie naskoczyła, wtedy w stajni. -Krzyknęłam.- Ona jest jakaś nienormalna! Rozpieszczona córeczka tatusia...
-Dobra, nieważne. Jedziemy do domu?
Ruszyliśmy. Nareszcie. Wyjechaliśmy z parkingu i ruszyliśmy tą piękną, wiśniową drogą. W samochodzie panował gorąc, dlatego otworzyłam na oścież swoje okno. Doszły mnie piękne zapachy z zewnątrz. Uwielbiam lato. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie Philip jeździ. W końcu jest w tym bardzo dobry. Jego tata miał Parysa, ale to nie jest jego jedyny koń. Przecież mój chłopak przyjeżdżał do mnie z jakąś gniadą klaczą. To znaczyło, że tata Philipa miał stajnię. Czyli mieszkali na wsi, ale gdzie? Nie mogło to być daleko, bo inaczej Philip nie przyjeżdżał by do mnie codziennie. Musiałam się tego dowiedzieć.
-Twój tata ma stajnię? -Odpaliłam.
-Ma, a co?
-Nigdy nic nie mówiłeś. Zabierzesz mnie tam kiedyś?
-Jasne, kiedy tylko chcesz. -Mówił bez emocji. Dziwne.
-To ja chcę teraz. -Odpowiedziałam szybko.
-Teraz? Teraz nie bardzo mogę, ja...
-Ale co ty masz do roboty, Philip? -Przerwałam mu.- Oj no proszę, teraz jest dobry moment.
-No OK.
Zgodził się. Jupi! Wreszcie zobaczę, jak ten przystojniak mieszka!
Skręciliśmy w długą drogę prowadzącą do gospodarstwa Evansów. Właśnie tak Philip miał na nazwisko - Evans. Kiedyś zapisałam w zeszycie całą stronę naszymi nazwiskami: Ellie Evans. Ellie i Philip Evansowie. Całkiem fajnie. Przestałam o tym myśleć, gdy zaparkowaliśmy przed dużą stajnią.
Widok karuzeli, kolejnych dwóch stajni i wybiegu treningowego wywarł na mnie ogromne wrażenie. Wysiadłam z auta i otworzyłam usta z podziwu.
-No, jesteśmy. Podoba ci się? -Spytał Philip.
-WOW, nawet bardzo! -Odpowiedziałam.- O, czy to nie twój tata?
Ze stajni wyszedł niski mężczyzna, miał kolorowy kask i prowadził smukłego ogiera z malutkim siodłem na grzbiecie. Zaczęłam myśleć, że to stajnia wyścigowa. Bez chwili namysłu podeszłam do Rona Evansa.
-Dzień dobry! -Przywitałam się.- Pamięta mnie pan?
-Ellie, cześć -powiedział z uśmiechem.- jakbym cię mógł zapomnieć, skoro Philip ciągle mi o tobie opowiada? -Zaśmiał się. Ukradkiem spojrzałam na Philipa, który starał się ukryć zażenowanie. Ja uważałam to za słodkie.
-Czy to jest stajnia wyścigowa? -Spytałam zaciekawiona.
-Tak, Philip ci nie mówił?
-Nie, on dość mało o sobie opowiada.
-Aha, no cóż. Chcesz zobaczyć konie?
-Ja? No pewnie! -Odpowiedziałam podekscytowana.
-Philip, weź Bellę na wybieg, niech Bob na nią wsiądzie.
Ron przekazał wodze chłopakowi, a ze mną wszedł do stajni.
supcio i pisz dalej XD
OdpowiedzUsuńO co chodzi z tą Zoe bo nie mogę znaleźć rozdziału z nią a dawno już nie czytałam także nie pamiętam za bardzo :/
OdpowiedzUsuńZoe to taka wredna małpa ;p kiedyś popchnęła Ellie i jeszcze na nią nawrzeszczała. ostatnio o Zoe (chyba) nic nie było. sama nie pamiętam :D
Usuń