Po obu stronach stały dobrze zbudowane konie. Wszystkie były kare, kasztanowate albo gniade. Większość posiadała jakieś odmiany, które tylko dodawały im uroku. Podeszłam do najbliższego: karego ogiera Trakusa. Miał lśniącą sierść i krótko przyciętą grzywę. Patrzył na mnie zaciekawionym wzrokiem, a uszy skierował w moją stronę. Pogładziłam go po aksamitnym pysku. Czas jakby się zatrzymał. Słyszałam jedynie prychnięcia dobiegające z sąsiednich boksów.
-Idziemy dalej? -Z transu wyrwał mnie głos Rona. Odsunęłam się od ogiera i zaczęłam iść środkiem stajni. Boksy były całkiem duże i zadbane. Obok każdego z nich wystawał kołek, na którym powieszone było ogłowie lub kantar. Konie z zaciekawieniem wystawiały głowy, gdy koło nich przechodziłam. Podeszłam do karej klaczy pełnej krwi angielskiej. Na czole miała gwiazdkę. Przyjrzałam się jej dobrze; łudząco przypominała legendarną klacz wyścigową Ruffian. Poklepałam ją po szyi i wznowiłam zwiedzanie. Doszłam wreszcie do końca stajni i zawróciłam w stronę wyjścia.
-Jak ci się podobało? -Zapytał mężczyzna niższy ode mnie o głowę.
-Bardzo! -Odrzekłam zgodnie z prawdą.- Ma pan piękne konie. Nie wiedziałam, że to stajnia wyścigowa.
-Cieszę się. -Powiedział uradowany Ron- A jak się miewa Parys?
-Doskonale, biegamy dużo. On to kocha. Też się ścigał?
-Na początku tak, ale później przestał.
Właśnie w tym momencie, do stajni wszedł Philip.
-Dobra, Bob trenuje Bellę. Ellie, wracamy już?
-Nie, no coś ty! Chcę jeszcze trochę popatrzeć. -Philip odetchnął. Chyba nie chciał, żebym tu dłużej została. Nagle zaczęłam dostrzegać ogromne różnice między nim, a jego ojcem. Philip był wysoki, dobrze zbudowany, miał brązowe oczy i był brunetem. Zupełnie nie przypominał niskiego, zielonookiego szatyna, jakim był Ron. Wyszliśmy ze stajni i kierowaliśmy się w stronę wybiegu. Zaczęłam rozmawiać z Ronem na temat jego koni i wyścigów. I nagle poczułam, jak silny podmuch wiatru wytrąca mnie z równowagi.
-WOW -krzyknęłam jak nieokrzesane dziecko- co to było?!
-Ellie, słonko, to koń. Właśnie trwa trening.
Spojrzałam na Evansów z rumieńcem na twarzy. Poczułam się głupio, dlatego szybko odwróciłam się w stronę wybiegu. Dwa folbuty biegły z zawrotną prędkością. Ich długie nogi delikatnie dotykały ziemi, żeby po chwili znów znaleźć się w powietrzu. Otworzyłam usta ze zdumienia. Miałam wrażenie, jakby te dwa gniadosze poruszały się w zwolnionym tempie. Po chwili Philip zaczął mówić coś do Rona, a potem do mnie. Nie zrozumiałam ani słowa z tego, bo nie potrafiłam skupić się na niczym innym, jak na biegnących koniach.
-Ellie, chodź, odwiozę cię.
Posłusznie ruszyłam w stronę samochodu. Pożegnałam się z dżokejem i podziękowałam. Zapięłam pasy i czekałam, aż mój chłopak odpali silnik. Zapadła niezręczna cisza.
-Fajnie mieszkasz. -Powiedziałam.
-Dzięki. -Odpowiedział bez emocji.
-Te wasze konie są w ogóle świetne. A te dwa ogiery, które właśnie biegały - kosmos!
-Super.
-Philip?
-No?
-Ty nie chciałeś, żebym do ciebie przyjechała, prawda?
-Nie chciałem. -Powiedział z kamiennym wyrazem twarzy. Po chwili spojrzał na mnie i chyba zauważył, że poczułam się urażona, bo objął mnie ramieniem i pocałował w czoło.- Jezu, Ellie, kochanie -uwielbiam, gdy mówi do mnie "kochanie".- Słuchaj, to nie chodzi o ciebie.
-A o co? -Spytałam ze łzami w oczach, chociaż starałam się je powstrzymywać.
-No... tak naprawdę to o nic. Po prostu nie lubię zapraszać nikogo do siebie.
-Dlaczego? Przecież twój tata jest całkiem fajny, konie też. -Spojrzałam na niego.- Musi być jakiś powód.
-Nie ma. Przepraszam. Kocham cię. Jedziemy w końcu do domu?
Podróż nie trwała zbyt długo. Okazało się, że Philip mieszka jakieś dwadzieścia kilometrów ode mnie. Zaparkował na podwórku, poczekał aż wysiądę z samochodu i odjechał. Przez prawie całą drogę rozmawialiśmy o naszej przygodzie z koniokradami.
-Zastanawia mnie, czemu oni chcieli zwinąć Parysa. -Powiedział w pewnym momencie Philip.- Ani pochodzenia nie miał, ani umiejętności, to taka bezużyteczna szkapa.
Szturchnęłam go w ramię, potem on zrobił to samo i się roześmialiśmy.
Na podwórku stała zaparkowana ciężarówka do przewozu żywych zwierząt. Zobaczyłam w niej kilka krów. Co tu się dzieje?, pomyślałam. Tata sprzedaje bydło? Ale jak to...
-Mamo, o co chodzi?
-Tata sprzedaje krówki. Nie ma siły na zajmowanie się nimi, a ja nie będę tego robić.
Cała mama. Spojrzałam ostatni raz na te zwierzęta i weszłam do domu. Przeszłam przez korytarz, minęłam kuchnię i wbiegłam po schodach. Otworzyłam drzwi do swojego pokoju. Ściany były pomalowane na fioletowo, wszędzie wisiały plakaty z końmi, figurki i wszystko, co było możliwe. W rogu pokoju leżały buty do jazdy konnej, obok stało wielkie łóżko z wizerunkiem pięknego konia arabskiego na pościeli, a na szafce nocnej czerwony budzik. Zdjęłam w progu buty i rzuciłam się na łóżko. Chociaż mój pokój bardzo mi się podobał, postanowiłam go trochę przerobić. No bo w końcu która piętnastolatka ma na półkach kucyki My Little Pony?
Zaczęłam zdzierać wszystkie plakaty, uważając przy tym, żeby farba nie zeszła razem z taśmą. Po dwudziestu minutach nie było śladu po rzeczach dla dziesięcioletniej koniarki. Cieszyłam się ze swojej roboty, ale jednocześnie w pokoju zrobiło się pusto i ponuro. Musiałam wypełnić czymś te ściany, inaczej bym zwariowała! Wpadłam na pewien pomysł. Podeszłam do jednej z szuflad i zaczęłam w niej szperać. Nic nie ma. W następnej - to samo. Dopiero w trzeciej znalazłam to, co szukałam: pudełko z ramkami do zdjęć i rodzinny album. Otworzyłam na pierwszej stronie i wyjęłam z niej kilka ładnych zdjęć. Potem reszta albumu, aż we wszystkich ramkach pojawiły się fotografie. Postawiłam kilka z nich na półkach. Wyjrzałam przez okno, chcąc sprawdzić, czy ciężarówka nadal stała na podwórku. Nie stała. Zbiegłam więc na dół i odszukałam tatę.
-Przybijesz mi kilka gwoździ do ściany? -Spytałam.
-Eee, no pewnie. Tylko znajdę młotek.
Wróciłam do pokoju. Fioletowe ściany nadal wypełniała pustka. Po chwili usłyszałam kroki na schodach.
-Po co ci te gwoździe? -Spytał w progu tata.
-Chciałam powiesić kilka zdjęć na ścianie, nudno tu.
-OK, gdzie mam je przybić?
-Poczekaj, zaraz ci pokażę.
Tata był u mnie w pokoju jakieś pięć minut. Potem powiesiłam zdjęcia na ścianie i od razu zrobiło się weselej. Podobał mi się nowy wystrój tego miejsca.
Właśnie zachodziło słońce, a ja poczułam okropne zmęczenie. Poszłam do łazienki, która znajdowała się naprzeciw mojego pokoju. Zakluczyłam drzwi i przejrzałam się w lustrze. Wciąż miałam kawałki słomy we włosach. Ja nie rozumiem, jak to się działo, że one zawsze tam były? Przecież się w nich nie tarzałam! Rozpuściłam swoje brązowe włosy wciąż związane w kitka i je rozczesałam. Zmyłam tusz do rzęs, który nakładałam sobie codziennie rano, po czym wskoczyłam do wanny i szybko się umyłam. Ubrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Właśnie odpływałam do magicznej krainy snów, gdy sobie o czymś przypomniałam. Nie byłam dziś u Parysa. Cholera. Wybiegłam z pokoju, nałożyłam na siebie jakieś trampki i popędziłam przez podwórko prosto do stajni. Gdy do niej weszłam, usłyszałam chrupanie ogiera. Dobrze, że tata go nakarmił. Podeszłam bliżej i zobaczyłam pełne do połowy poidło.
-Smakuje sianko? -Powiedziałam, gładząc go delikatnie po pysku.- Przepraszam, że dziś tak mało się widzieliśmy. Nawet nie pamiętam, czy w ogóle u ciebie byłam. -Zaśmiałam się. Parys prychnął w odpowiedzi, jakby wszystko rozumiał i wrócił do posiłku.
-Kocham cię, mój aniołku. Dobranoc. -Pocałowałam go w czoło i wróciłam do domu.
To znaczy wróciłabym.
Zapomniałam, że mam drugiego konia. Albo raczej "mam". Minęłam boks Parysa i doszłam do stanowiska. Niespodzianka stała tam, powoli przeżuwając siano. Gdy do niej podeszłam, skierowała uszy w moją stronę i na chwilę przestała jeść czekając na to, co się wydarzy. Uniosłam rękę, a klacz bacznie obserwowała moje ruchy. Patrząc siwej prosto w oczy dotknęłam ręką jej boku. Pod moimi palcami skóra zadrżała. Przejechałam delikatnie po brzuchu i po grzbiecie. Wsadziłam rękę do kieszeni w poszukiwaniu jakichś smakołyków i znalazłam. Na otwartej dłoni podałam jej lekko ukruszoną kostkę cukru. Ledwie musnęła moją rękę wargami delikatnymi jak piórko. Ostatni raz na nią spojrzałam i odeszłam. Czułam, że Niespodzianka wciąż na mnie patrzy, a po chwili usłyszałam chrupanie. Minęłam Parysa i zamknęłam wielkie, ciężkie drzwi stajenne. Wróciłam do domu i w końcu po ciężkim dniu "pracy" poszłam spać. A sny miałam piękne.
Pytanie :
OdpowiedzUsuńEllie ma czerwony czy fioletowy pokój bo pisze i tak i tak :D (?)
A tak wgl to supcio i pisz dalejjjj <#
O jejku, nawet nie zauważyłam! Dziękuję, hehe :)
UsuńMa fioletowy ;)
Kiedy następny rozdział ? Czekam
OdpowiedzUsuńDziękuję, na razie nie mam za bardzo pomysłów, ale kiedyś napiszę :D
UsuńUwielbiam ten blog :-). To jedyny jaki czytam :-) pisz dalej :D Nie mam tu konta wiec z anonima ale Pisze Nadia i pozdrawiam gorąco :-)
Usuńdziękuję! :)
Usuń