Koń szedł płynnym krokiem, czułam motylki w brzuchu, zresztą jak na każdej jeździe. Nagle zatrzymałam karego i spuściłam głowę. Spojrzałam na moje ręce, które trzymały wodze. Zacisnęłam na nich mocniej dłonie. Wypuściłam z siebie wstrzymywane powietrze i zsunęłam się z siodła. Wydawało mi się, że wszyscy na mnie patrzą. Stanęłam z przodu ogiera i pocałowałam go w chrapy. Byłam w takiej pozycji przez chwilę. Złapałam konia za wodze i powoli prowadziłam ku stajni. Tuż przed nią zatrzymałam się, aby ogier mógł się rozejrzeć. Czekałam, aż sam do niej wejdzie. Nie trwało to długo i pierwsze kopyto dotknęło betonowej podłogi. Uśmiechnęłam się delikatnie. Po chwili drugie kopyto pojawiło się w stajni. Wkrótce cały koń szedł pewnym krokiem i obwąchiwał różne przedmioty. Poprowadziłam go do jedynego boksu, bo inne zostały przeznaczone dla krów i cielaków. Koń bardzo chętnie wszedł do swojego nowego mieszkania. Zdjęłam z niego cały sprzęt. Rozglądałam się po boksie, zastanawiając się, czy wystarczy miejsca dla ogiera, gdy w rogu zobaczyłam wiadro, którego wcześniej tam nie było. Zajrzałam do niego. W środku znajdowało się zgrzebło, kopystka i gumeczki do zaplatania grzywy oraz grzebień. Chwyciłam zgrzebło i zaczęłam czyścić Parysa. To było niesamowite uczucie, Parys był przy tym bardzo spokojny. Odwrócił głowę w moją stronę i szturchnął mnie lekko w ramie. Zaśmiałam się i pogłaskałam go po chrapach. Byłam bardzo szczęśliwa. Zniżałam się do kopyt a karus zaczął jeść mi włosy. Uderzył mnie w czoło a ja przewróciłam się na ściółkę. Śmiałam się przy tym jak nigdy. Dotąd moje życie to nic innego jak nudna szkoła, zajmowanie się z rodzicami gospodarstwem i brak przyjaciół. Ale w tym momencie to nie było ważne, wręcz przeciwnie. Cieszyłam się z tej chwili, z mojej chwili. Parys trzymał głowę tuż nade mną, więc chwyciłam się jego grzywy, a on jakby czytając mi w myślach podniósł swój piękny łeb. Wznowiłam czyszczenie. Przyniosło mi to dużo radości. Nagle zaczęłam śpiewać. Konik kilka razy prychnął. Odłożyłam zgrzebło i zabrałam kopystkę. Jednak Parys miał czyste kopyta, więc wzięłam się za czesanie jego pięknej, długiej grzywy. To było tak przyjemne, że nie mogłam się oderwać i zajęło mi jakieś 20 minut. Po tym czasie stwierdziłam, że grzywa jest już wystarczająco rozczesana. Zastanawiało mnie tylko jedno: w co mam tego konia uczesać! Miałam do wyboru siateczkę, dobierańca i koreczki, ale skoro to ogier, postanowiłam zrobić mu koreczki. Wyszły idealnie! Założyłam Parysowi jego kantar i wyprowadziłam ze stajni. Nikogo nie było na dworze, więc poszłam z koniem do ogrodu. Przez okno zobaczyłam, że wszyscy siedzą w pokoju i piją kawę. Fu, najgorsze picie, jakie człowiek mógł wymyślić! Podeszliśmy do okna i zapukałam. Wszyscy się odwrócili. Mama, która siedziała najbliżej okna aż podskoczyła na krześle. Był to komiczny widok i zaczęłam się śmiać. Zauważyłam radość rodziców, widziałam, jak cieszyli się z tego, że jestem wesoła i szczęśliwa.
-Spójrzcie na jego grzywę! -krzyknęłam do nich.- Podoba wam się?
-Bardzo ładna kochanie! -odkrzyknęła babcia.
Nagle Ron wstał. Podziękował za kawę i odszedł od stołu. Wyszłam z ogrodu i poszłam na podwórko. Z domu wyszedł pan dżokej.
-Ellie -zawołał mnie- chodź, chcę ci coś dać.
Podeszłam do niego, nie wiedząc o co mu chodzi. Dał mi lonże.
-Dziękuję panu za lonże. Jest piękna! Nie widziałam nigdy takiej kolorowej. -Ron podarował mi lonże we wszystkich kolorach tęczy. Wielki uśmiech pojawił się na moich ustach. Na Rona zresztą też.
-Ale to nie to chciałem ci dać. To znaczy nie tylko to. -poprawił się.
Naprawdę nie wiedziałam, o co mu chodzi. Wziął ode mnie lonże i przypiął ją do konia a potem zawiązał wokół drzewa. Zajrzał do kabiny samochodu i wyjął jakieś papiery. Przewrócił na odpowiednią stronę i podał mi je. Spojrzałam na nie i zaniemówiłam. Jak się okazało Ron był właścicielem Parysa, albo raczej - byłym właścicielem. Chciał sprzedać mi swojego konia!
-Wystarczy, że tu popiszesz i Parys jest już twój! -powiedział. Nie wiedziałam co zrobić. Dopiero, co poznałam tego pięknego konia, a już się w nim zakochałam! Widziałam żal w oczach Rona, gdy podawał mi długopis. Powoli skończyłam pisać na kartce swoje nazwisko. Oddałam długopis i spojrzałam na mężczyznę. Ten odwrócił się i wszedł do samochodu. Przez otwarte okno krzyknął tylko:
-Niedługo przyjedzie tutaj mój syn sprawdzić co u konia i przywiezie ci resztę rzeczy. Do widzenia Ellie!
Pomachałam mu na pożegnanie. Gdy już straciłam go z oczu postanowiłam pojeździć na moim Parysie. Zaprowadziłam go do stajni i założyłam na niego siodło. Wyprowadziłam na zewnątrz.Usłyszałam, jak babcia zapala silnik i odjeżdża swoim starym autem, a rodzice siedzieli wciąż w domu, więc nie wiedzieli, że chcę "wypróbować" karego. Ale chyba się domyślali i nie chcieli mi przeszkadzać. Zastanawiałam się, gdzie by pojechać. Postanowiłam udać się do lasu i zatrzymać nad strumieniem, które płynęło nieopodal. Tego dnia było gorąco, więc pomyślałam, że to idealny dzień na taką wycieczkę. Wsiadłam na konia i popędziłam go. Jechaliśmy spokojnym kłusem, bo nie uczyłam się jeszcze galopować. Kusiło mnie na galop, ale powstrzymywałam się z trudem. Dotarliśmy do strumyczka i zeszłam z Parysa. Podeszliśmy do wody. Puściłam konia, a sama usiadłam na trawie. Od razu spuścił głowę i zajadał się trawą. Siedziałam i patrzyłam na mojego ogiera przez jakieś 10 minut. Zdjęłam siodło i polałam konia wodą, bo się spocił. Przytuliłam się do niego. Spojrzałam nad grzbietem i zobaczyłam stado krów. Zapomniałam, że w upalne dni zawsze sprowadzaliśmy bydło do lasu. Nagle zorientowałam się, że się ściemnia. Nałożyłam z powrotem siodło i wsiadłam na karego. Szybko wróciliśmy do domu. Zaprowadziłam go do stajni i poszłam do swojego pokoju. Był cały w plakatach z końmi, pościel także się nie różniła. Położyłam się na niej i zasnęłam z uśmiechem na ustach.
Cudne ! <3
OdpowiedzUsuń