To była ta chwila. Zaraz powinien zadzwonić dzwonek startowy. Czekałam z zapartym tchem, można powiedzieć, że odizolowałam się od całego świata. Słyszałam tylko bicie swojego serca, bardzo mocne bicie. Dzwonek. Popędziłam konia i przed pierwszą przeszkodą... koń się potknął. Ja przeleciałam przez przeszkodę, a mój koń złamał nogę. To było straszne. Obudziłam się. Na szczęście to był tylko zły sen. Ale pomimo tego nie mogłam się otrząsnąć, to, co było w tym śnie bardzo mnie przeraziło. Usiadłam na łóżku i spuściłam głowę. Podeszłam do szafy i przez przypadek wzięłam bryczesy. Założyłam je, a także jakąś żółtą koszulę. Zeszłam na dół i otworzyłam lodówkę. Jednak, gdy tylko spojrzałam na jedzenie, chęć na nie szybko mnie opuściła. Poszłam do przedpokoju i założyłam na siebie swoje brązowe gumiaki i wyszłam na podwórko. Chciałam pochodzić po polach, jednak plany się popsuły. Na dworze stała przyczepa a obok niej moi rodzice i jakiś bardzo niski pan. Podeszłam do babci, która siedziała na schodach koło domu. Spytałam:
-Babciu, o co chodzi? Co ten pan tutaj robi!? Czy to jest to, o czym myślę...
-Tak. -powiedziała z uśmiechem na ustach.
Spojrzałam na przyczepę i na to wszystko. Czułam się zakłopotana. Odwróciłam się i miałam zamiar wejść do pustej stajni, kiedy mama mnie zawołała. Podeszłam do niej.
-Załóż toczek. -Powiedziała i podała mi go.
Zrobiłam jak kazała, a nieznajomy pan przywołał mnie do siebie ruchem ręki. Stanęłam obok niego, a on otworzył boczne drzwi do przyczepki. Usłyszałam cichutkie rżenie. Przeszedł mnie dreszcz. Tata otworzył tylne drzwi przyczepy i razem z panem Ronem, czyli z dżokejem, wyprowadzili karego, pięknego ogiera.
-To Parys, jest rasy trakeńskiej. -powiedział Ron.- Chciałbym, abyś się na nim przejechała.
-Ja?! -krzyknęłam.
Ja nie umiem jeździć.... to było straszne! Stał przede mną najpiękniejszy koń jakiego kiedykolwiek widziałam. Ron wyciągnął rękę, w której trzymał wodze, bo koń był osiodłany. Przejęłam je od niego. Koń patrzył mi prosto w oczy, wydawało mi się, że mówi do mnie, żebym na niego wsiadła. Oczarowana jego spojrzeniem włożyłam lewą stopę w strzemię i usiadłam na jego grzbiecie. Zamknęłam oczy i dotknęłam rękoma jego grzywy. Pięty w dół, plecy prosto, kolana do siodła.... przypominając sobie te nieliczne lekcje jazdy popędziłam niezwykłego ogiera. Byłam zdziwiona, że jak na razie gładko mi idzie jazda.
Cudownie piszesz. Czekam na next'a. :)
OdpowiedzUsuńtylko wena mnie najdzie ;)tzn. mam taki plan, ale muszę mieć spokój :) jak chcesz to możesz mi pomóc, tylko przyjdź do mnie XD jak czas znajdziesz:* | allowc-3
OdpowiedzUsuńOla, już wstawiłam next'a *:
OdpowiedzUsuńSuper. Pisz dalej.
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie http://blaneczka1010.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńpiszesz cudownie tylko podziwiać
OdpowiedzUsuńbardzo dziękuję :);* ~Ellie
Usuń