Philip prędko wrócił do pojazdu i wjechaliśmy na podwórko. Dziwnie się czułam, gdy on wszystko robił, a ja tylko siedziałam w kabinie i patrzyłam. Czułam się taka bezużyteczna. Wychodząc z wozu jeszcze raz spojrzałam na ganek. Nie widziałam tam już mamy. Razem z Philipem wyprowadziliśmy Parysa z przyczepy. Gdy tylko usłyszałam jego wesołe rżenie pocieszyłam się. Tutaj już nic mu nie groziło. Taką miałam nadzieję. Zaprowadziłam go do swojego boksu. Chciałam wyczyścić ogiera, ale ciężko mi było to zrobić lewą ręką. Poprosiłam więc o pomoc Philipa. Szybko uwinęliśmy się z pracą.
-Pójdę do pokoju. -Powiedziałam. -Dziękuję za pomoc, Philip.
Odłożyłam zgrzebło i zaczęłam iść do pokoju. Philip szedł za mną. Dziwne to było. W końcu weszliśmy do pomieszczenia. Próbowałam zdjąć sweter, jednak było mi ciężko wyciągnąć z niego gips.
-Czekaj, pomogę ci. -Powiedział troskliwym głosem i zdjął ze mnie sweter. Uśmiechnęłam się do niego, a on spojrzał na mnie czule. Czułam się nieswojo. Zaczął przybliżać do mnie swoje usta, bardzo powoli. Nagle do pokoju weszła mama. Na szczęście nic nie widziała, bo nic się jeszcze nie stało.
-Kochanie, eee, Ellie z tatą jedziemy do Rona. Philip, możesz posiedzieć z Ellie do naszego powrotu? Pomożesz jej, OK?
-Tak, oczywiście.
Mama wyszła. Oboje z tatą wsiedli do zaparkowanego samochodu i odjechali. Patrzyliśmy jeszcze chwilkę za nimi. Chłopak znowu zaczął patrzeć na mnie swoimi pięknymi brązowymi oczami. Obejmował mnie głębokim spojrzeniem, potem objął w pasie. Rękoma, nie wzrokiem. Patrzyłam na niego, a on znowu zbliżał do mnie swoje usta. Wydawało mi się, że zaraz zemdleję. Nie wiedziałam co się dzieje. Znowu się całowaliśmy. Po raz drugi. Tym razem nie byliśmy w szpitalu i nie bolała mnie głowa. Tulił mnie do siebie i całował. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. Nie pragnęłam nic innego jak tylko pozostać w opiekuńczym uścisku i być dotykana delikatnymi ustami. Minęła chwila, Philip się odsunął. Złapał mnie za rękę i wyprowadził z domu. Ciągnął mnie za sobą. Nie rozumiałam, o co mu chodzi, gdzie mnie prowadzi? Doszliśmy do łąki.
Na niskim wzniesieniu leżał kocyk. Philip delikatnie trzymał mnie za rękę i powoli prowadził. Szedł przede mną i cały czas się uśmiechał. Podeszliśmy do kocyka i na nim usiedliśmy.
Siedzieliśmy przytuleni do siebie chyba 30 minut. Patrzyliśmy na Parysa pasącego się kilkadziesiąt metrów przed nami. Milczeliśmy. Nie wiem, o czym myślał Philip, ale ja pragnęłam tylko, żeby coś się wydarzyło. Było bardzo przyjemnie, lecz robiło się już nudno.
-Wiesz, co jest dziwne? - zagadnęłam.
-Nie. Co masz na myśli?
-Chodzi mi o to, że w filmach ludzie zawsze wszystko przeciągają. Nikt nie powie ci wprost, że cię kocha. A potem robi się z tego kaszanka.
-Rzeczywiście, to zaczyna być nudne.
Ciepły dreszcz przeszedł przez moje ciało.
-Nie lubię tego przeciągania i kłamstw, żeby tylko coś odwlec. Kocham cię... - wyszeptałam.
Mimo, że powiedziałam to bardzo cicho, Philip najwyraźniej usłyszał. Odwrócił twarz w moją stronę, dzięki czemu mogłam podziwiać jego delikatne rysy twarzy.
-Ja też cię kocham.
Dlaczego takie krótkie?:C Czekam na next'a!
OdpowiedzUsuńPisaj dalej, bo nudno bez tego opowiadania :D
OdpowiedzUsuńCałkiem ciekawe opowiadanie. Ja zapraszam na bloga o koniach ogólnie. Na razie zaczynam, ale myślę, że się spodoba.
OdpowiedzUsuńhttp://allowc-3.blogspot.com/