środa, 17 lipca 2013

Rozdział 3 ♞

Noc minęła bardzo szybko. Miałam piękne sny związane z Parysem. Śniło mi się, jak galopowaliśmy na oklep po łąkach, on taki piękny i wolny, ja z rozpuszczonymi włosami, bez toczka i w samej, powiewającej na wietrze sukience (nie miałam na sobie żadnych butów, niczego!). Ale to był tylko sen. Bardzo piękny. Obudziło mnie szczekanie mojego psa, Saby. Moje okno wychodziło na podwórko, więc szczekanie było u mnie dosyć głośne, w dodatku miałam otwarte okno. Spojrzałam na zegarek - 6.30. Pomyślałam, że zabiję tego psa. Pomyślałam też, że to dobry czas na zajęcie się koniem. Szybko się ubrałam i poszłam po cichu do stajni. Kiedy otwierałam drzwi, Parys prychnął i skierował łeb w moją stronę. Gdy mnie zobaczył zarżał. Podchodząc do boksu próbowałam go rozpracować. Znamy się prawie dobę, a on się zachowuje jakbym miała go od urodzenia! Dziwiło mnie to, ale jednocześnie cieszyło. Weszłam do boksu i zaczęłam go czyścić. Sprawiało mi to wiele radości. Moja ręka przesuwała się powoli po muskularnym ciele ogiera. Ta czynność zajęła mi półtorej godziny. Później rozplotłam koniowi koreczki. Dochodziła godzina 8. Ponieważ doszło nowe zwierzę do gospodarstwa i było ono moje, poranne czynności mnie omijały, więc mogłam spokojnie zająć się koniem. Słyszałam zresztą, jak mój tata chodzi po domu. Przypięłam Parysowi lonże do kantara i wyszłam z nim na podwórko. Nagle ogier się zatrzymał i skierował uszy w stronę drogi. Zaczął nasłuchiwać, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi. W końcu i ja coś usłyszałam. Dźwięk był coraz głośniejszy, a Parys zaczął się wyrywać. Przed naszą bramą stanęła ta sama przyczepa, którą wczoraj odjechał Ron. Przypomniałam sobie, że wspominał coś o swoim synu. Miał przyjechać. Nie mogłam utrzymać Parysa, wyrwał mi się i popędził do wozu. Pobiegłam za nim i otworzyłam bramę. Chłopak wjechał na podwórko. Spodziewałam się jakiegoś dorosłego mężczyzny z wąsami i lekką łysiną, źle się spodziewałam. Z kabiny wysiadł młody chłopak z brązowymi oczami. Był to przystojny i wysoki brunet. Podszedł do mnie i uśmiechnął się. Byłam nim oczarowana.
-Cześć. -powiedział przystojniak.- Jestem Philip, Parys był koniem mojego ojca.
-Tak, tak wiem.-odwzajemniłam uśmiech.- Widać, że Parys cię zna. Prawie mi rękę urwał, gdy zobaczył przyczepę!
-Ojejku, ale nic ci się nie stało? -powiedział z troską, chociaż widziałam uśmiech rysujący mu się na twarzy.
Dobra, pierwsze lody przełamane.
-Wiesz, właśnie miałam zaprowadzić Parysa na łąkę, pójdziesz ze mną? -spytałam.
-No pewnie! -na szczęście się zgodził.
Łąka była bardzo blisko, więc szliśmy krótko.
-A tak w ogóle, to jak ty się nazywasz, co? -spytał. No tak, przecież nie powiedziałam mu jak się nazywam!
-Ellie -zrobiłam głupią minę wypowiadając moje imię, ale na szczęście Philip nie widział. -Ile masz lat, Philip?
-Siedemnaście. -był taki dumny wypowiadając tę liczbę. -A ty?
-Piętnaście... -ja za to powiedziałam to jakimś smutnym tonem.
Doszliśmy do łąki. Odsunęłam bramę i wpuściłam tam konia. Parys od razu zaczął brykać. Wróciliśmy z Philipem do wozu.
-A właśnie, miałeś mi coś dać dla konia? -spytałam zaciekawiona.
-Ah, no tak. -sięgnął do kabiny. -Tutaj masz owies dla Parysa, jego czaprak, owijki, lekarstwa i prezent dla ciebie od taty.
-Dla mnie? -bardzo się zdziwiłam. Nie znałam praktycznie Rona, a on mi dawał jakieś prezenty!
-Tak, dla ciebie. To sztyblety, twój rozmiar, to znaczy mam nadzieję, że twój. -wręczył mi piękne brązowe buty. Bardzo się ucieszyłam z tego podarunku. Nie spodziewałam się tego, a jazda w czymś innym niż w jakiś starych gumowcach musi być przyjemniejsza.
-Ja już pojadę. -powiedział chłopak.
-Co? Nie! Poczekaj, Philip! -zatrzymałam go. Na szczęście.-Ale, gdzie ci się tak spieszy, co? Może wejdziesz, chwilkę pogadamy, popijemy herbatkę... -w tym momencie pacnęłam się ręką w czoło. Popijemy herbatkę? Co ja wyprawiałam... Ale szybko o tym zapomniałam, bo usłyszałam głośne rżenie konia. Spojrzałam na łąkę, ale to na pewno nie był Parys, bo brzmiał znacznie inaczej i właśnie w skupieniu gapił się na krowy na sąsiednim polu. Spojrzałam na Philipa. Serce mocniej mi biło ze strachu.
-Eee, właściwie Ellie, to ja miałem troszkę inne plany... -zastanawiałam się, o co mu chodzi- Bo widzisz, ja mam tutaj takiego mojego przyjaciela.
Chłopak podszedł do tylnych drzwi przyczepy i wyprowadził stamtąd piękną gniadą klacz. To była wspaniała klacz. Miała końcówkę ogona białego, nigdy jeszcze nie widziałam czegoś takiego u konia. Philip podprowadził ją do mnie.
-Ja wziąłem ją ze sobą z nadzieją, że wybierzemy się na przejażdżkę. Co ty na to? -klacz była już osiodłana. Nie rozumiem, co oni mieli z tymi osiodłanymi końmi w przyczepie! Ale zgodziłam się. Koniec końców, Philip wydawał się fajny, więc co mi było szkoda? Pobiegłam na łąkę po Parysa a potem do stajni, żeby go osiodłać. Tuż przed wejściem Philip zatrzymał mnie.
-Ellie, poczekaj. Nie chciałem koni z rana obciążać, więc pojedźmy na oklep!
-Ale ja nie umiem! Potrafię jedynie kłusować! -pomimo tego nie umiałam mu odmówić. Chłopak pomógł mi wsiąść na konia a potem sam wsiadł na swojego. Szedł pierwszy. Nie wiem czemu, w końcu to moje gospodarstwo i ja znałam je lepiej! Ale nie chciałam się spierać. Wjechaliśmy na łąkę, na której minutę temu pasł się Parys. Philip przyspieszył do kłusa. Powtórzyłam to za nim. Zauważyłam, że chłopak zwalnia i wkrótce kłusowaliśmy obok siebie. Ten pierwszy raz na oklep był cudowny! Grzbiet Parysa był wygodny i ogrzewał moje zimne nogi. Ta jazda, była jak dotąd najlepszą jaką kiedykolwiek przeżyłam! W pewnym momencie podskoczyłam na ogierze i nie chcący kopnęłam go piętami. On najwyraźniej zrozumiał to jako znak, żeby przyspieszył. Nie wróżyło to nic dobrego. Zaczęłam panikować, trzymałam się mocno grzywy, ale w pewnym momencie zaczęłam się zsuwać... Philip to zauważył i coś do mnie krzyknął.
-Ellie! -tylko to usłyszałam... Potem było ciemno.

2 komentarze:

  1. TO JEST ŚWIETNE! HALO, PISZ DALEJ. Co jej się stało?! PISZ, PISZ, PISZ! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, nie powiem :D Tak zakończyłam, żeby czytelnik miał niedosyt faktów i chciał dalej czytać ;) Też tak zrób, a na pewno twoi fani będą mieli niedosyt i będą cię częściej odwiedzać :* | allowc-3

      Usuń