-Philip -powiedziałam cichym głosem. -Philip - wciąż spał. Szturchnęłam go najmocniej jak mogłam ręką w żebra. Najwidoczniej podziałało. - Philip, co się dzieję? Czy ja jestem w szpitalu?
-Tak -powiedział i uśmiechnął się. Złapał mnie za rękę. -Tak, tak, spokojnie miałaś wypadek. Lekarze powiedzieli, że byłaś w stanie śmierci klinicznej. To cud, że się obudziłaś, Ellie! Bardzo się cieszę. Przeze mnie... -urwał. Widocznie nie potrafił wypowiedzieć jakiegoś zdania. -Mogłaś umrzeć.
Widziałam, że żałował namówienia mnie na galop. Ja jednak nie.
-Śmierć kliniczna? Nic się nie stało, galop był cudowny! Przynajmniej mam jakieś wspomnienia. -zaśmiałam się. Mój głos był lekko ochrypnięty i cichutki. Zaczęło mnie zastanawiać, gdzie moja rodzina! W końcu spadłam z konia, więc nie wierzę, że mogli by nie wiedzieć co się stało. To pytanie było bardzo nurtujące.
-Ej, a gdzie moi rodzice? Ty jesteś, ale najbliższych nie ma...
-A więc ja nie jestem twoim najbliższym? -powiedział to zdanie tak uroczo i mnie.... pocałował. Delikatnie w usta. Odwzajemniłam pocałunek. Pierwszy w moim życiu, był tak cudowny jak ten galop. Nie byłam w stanie się oderwać. Być może dlatego, że Philip przyciskał mnie lekko do poduszki, albo dlatego, że było to niezwykłe uczucie. Nie wiem ile dokładnie się całowaliśmy, chyba dosyć długo. W końcu chłopak przestał. Usiadł na krześle z głupią miną.
-Przepraszam Ellie.... Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Głupio mi. -jego przeprosimy także były urocze. Od razu pojawił mi się uśmiech na ustach.
-Spokojnie, to było bardzo przyjemne. -zaśmiałam się, Philip też. Zasnęłam. Byłam bardzo zmęczona.
Gdy się zbudziłam było bardzo jasno na dworze, ostrego światła już nie było, tak samo jak wody i jabłka na szafce. Także w pokoju byłam tylko ja. Philip gdzieś poszedł, posmutniałam. Nagle do pokoju weszła mama.
-Córeczko, jak się czujesz, nic cię nie boli? -zalała mnie wiadrem pytań. -Jesteś głodna? Zabrałam tą wodę i twoje jabłuszko, może je teraz zjesz słoneczko?
Na wszystkie jej pytania odpowiadałam kręcąc głową. Nie zauważyłam, że obok mamy stanęła pielęgniarka.
-Ellie, potwierdziliśmy wyniki badań i tak, jak się spodziewaliśmy nic ci nie jest. -powiedziała zakończając uśmiechem. -Miałaś wstrząśnienie mózgu, ponieważ jak zeznał twój przyjaciel, uderzyłaś mocno głową w ogrodzenie spadając z konia. A przy upadku złamałaś rękę.
Spojrzałam na ręce, rzeczywiście, prawa była w gipsie.
Podziękowałam pielęgniarce. Pozwoliła mi wyjść ze szpitala. Ale wciąż pozostawało pytanie, gdzie jest Philip? Wróciłam z mamą do domu. Zaniosła ona moje rzeczy do pokoju. Pomogła mi się przebrać w luźne rzeczy. Powoli poszłam do stajni. W boksie nie było Parysa. Postanowiłam się przejść na łąkę. Było tam tylko bydło. Poczułam ból w głowie i poszłam do domu najszybciej, jak to było możliwe. Ból narastał, a ja nie wiedziałam co jest z Parysem, no i z Philipem. Godzinę leżałam w łóżku i trzymałam się za głowę. Ból minął. Poszłam do pokoju, w którym siedziała mama.
-Mamo, co z Philipem, gdzie on jest? -spytałam.
-Kochanie, on jest na pewno u siebie w domu. Zresztą, skąd mam wiedzieć? -powiedziała typowo słodkim głosem.
-A Parys?
Mama się nie odzywała. Zajęła się z powrotem czytaniem gazety i piciem kawy. Spytałam jeszcze raz, tylko bardziej stanowczo, jakbym to ja była mamą i pytała się, czemu w poduszkach jest bita śmietana.
-Mamo! Gdzie jest Parys?
Jej! Dawaj szybko next'a! Gdzie Parys?! :C
OdpowiedzUsuńJak na razie spokojnie w przyczepie siedzi :-) Przeczytaj next'a a dowiesz się, jak się tam znalazł :D Tym razem początek jest -być może- fascynujący, ale koniec jest najzwyklejszy ;) | allowc-3
Usuń